Jest to temat, który mnie trochę martwi. Z moich obserwacji wynika, że jest z tym kiepsko i kształtuje się na poziomie Galileusza (1564-1642), a wersji bardzo optymistycznej Newtona (1642-1727) i barierą jakim jest rachunek różniczkowy.
Przypominam że chodzi mi o nauki ścisłe-science (matematyka, fizyka, chemia, biologia, astronomia, geografia) a nie nauki „pochodne” (humanistyczne, społeczne, ekonomiczne).
Obawiam się, że to mnie też częściowo dotyczy, tylko że ja mam tego pełną świadomość 🙁