W święta przejeżdżałem obok sklepu monopolowego i zauważyłem do niego długą kolejkę. Razem z żoną jednocześnie i krytycznie oceniliśmy tych ludzi, którzy z taką determinacją stali po alkoholu w ten świąteczny dzień. Kilka godzin później ponownie tamtędy przejeżdżaliśmy i również była kolejka i może nawet większa, co świadczyło o skali. Pierwsze odczucie to współczucie dla tych ludzi, co bez tej używki nie mogą normalnie funkcjonować.
Po kilku dniach przyszła jednak refleksja. Przecież wszyscy dążymy to tego aby być szczęśliwym i zadowoleni. Jak to dobrze, że niektórym tak mało do szczęścia potrzeba. A mi co do tego aby kogoś krytykować i oceniać. Tym bardziej, że samemu z tym szczęściem jest różnie. Wtedy pojawia się trochę zazdrość o te „łatwe” szczęście. Po co stawiać sobie wysoką poprzeczkę i być później rozczarowany z wyników, zamiast iść po najmniejszej linii oporu, bez wygórowanych celów z ogólnym mainstreamem. Po prostu żyć teraz i chwilą, nie zawracać sobie głowy przyszłością i nie zadawać sobie zbędnych pytań, które i tak najprawdopodobniej nie mają odpowiedzi.